niedziela, 1 lutego 2026

Zima

W niedzielne ranki ojciec także wstawał wcześnie

i w sinoczarnym zimnie ubierał się, aby
spękanymi rękami, które go bolały
od roboty na mrozie w dni powszednie, sypnąć
węgla do pieca. Nikt mu nigdy nie dziękował.

Budziłem się, słyszałem trzaskanie drzazg mrozu.
Kiedy się już nagrzało, ojciec wołał na mnie
i zwlekałem się z łóżka, ubierałem, w lęku,
w jaki wprawiały mnie chroniczne domowe gniewy.

I zamieniałem parę obojętnych słów,
z nim, który zdążył już przegnać chłód z domu
i wyglansować moje odświętne półbuty.

Cóż ja wtedy wiedziałem, cóż ja mogłem wiedzieć
o surowych, samotnych posługach miłości?
                                                          Robert Hayden.







Gdzie luty, ostro kuty, obuj chłopie dobre buty.            
Na Gromniczną niedźwiedź budę poprawia lub rozrzuca.                                                                Czasem luty się zlituje, że człek niby wiosnę czuje, lecz niekiedy tak się zżyma, że człeczysko ledwo strużyna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz